Coraz częściej mówimy o zdrowiu psychicznym. O regulacji emocji, narzędziach, technikach i strategiach radzenia sobie. I choć to wszystko bywa pomocne, łatwo przeoczyć coś bardzo istotnego. Zdrowie psychiczne i emocjonalne zaczyna się od uznania tego, co trudne w przeżywaniu.
Nie od zmiany stanu. Nie od poprawy nastroju. Od zgody na to, że w danym momencie jest tak, jak jest.
Wiele osób nosi w sobie przekonanie, że powinny wiedzieć, co zrobić, żeby poczuć się lepiej już teraz. Że brak rozwiązania oznacza porażkę. Tymczasem trudne emocje nie są błędem systemu. Nie pojawiają się bez powodu. Pełnią w naszym życiu funkcję informacyjną.
Złość, smutek, bezradność czy przytłoczenie często mówią o stracie i przeciążeniu. O braku wpływu. W głębszej warstwie dotykają potrzeb sprawczości, odpoczynku, łatwości, bezpieczeństwa i beztroski. Emocje są językiem, którym ciało i psychika próbują się z nami porozumieć.
Żeby ten język usłyszeć, potrzebne jest zatrzymanie. Nie analiza i nie szybkie wnioski. Zatrzymanie, w którym jest miejsce na bycie z tym, co nieprzyjemne. Uznanie, że to, co czuję, ma sens w kontekście mojego życia.
Emocje ignorowane, bagatelizowane lub zagłuszane rzadko znikają. Częściej wracają w postaci napięcia, frustracji, zmęczenia albo wewnętrznej walki ze sobą. Nie dlatego, że są za trudne, ale dlatego, że nie zostały wysłuchane.
W wielu momentach życia nie potrzebujemy rozwiązań. Potrzebujemy życzliwego zatrzymania przy tym, co trudne i niechciane. Potrzebujemy kogoś, albo samych siebie, kto potrafi pobyć i wysłuchać, nie poprawiając. Czasami rozwiązania po prostu nie ma. A mimo to możliwe jest zrobienie przestrzeni na niesienie tego, co boli, męczy czy przygniata.
I to również jest zdrowie psychiczne. Nie jako projekt do zrealizowania, lecz jako relacja z samym sobą. Relacja oparta na uważności, zgodzie i szacunku dla własnego doświadczenia.
Anna Arciuch