Jak internet odbiera nam poczucie własnej wartości

Żyjemy w świecie, w którym niemal bez przerwy patrzymy na życie innych ludzi. Jeszcze nigdy w historii człowiek nie miał tak łatwego dostępu do cudzej codzienności, emocji, sukcesów, podróży, relacji i opinii. Kilka ruchów palcem wystarczy, by zajrzeć do setek istnień. I choć media społecznościowe miały przede wszystkim łączyć ludzi, coraz częściej sprawiają, że gubimy kontakt z samymi sobą.

To dzieje się bardzo powoli. Prawie niezauważalnie.

Najpierw zwykłe oglądanie zdjęć i relacji. Potem lekkie porównywanie. Ktoś wygląda lepiej. Ktoś jest bardziej aktywny. Ktoś częściej się uśmiecha, więcej osiąga, częściej wyjeżdża, lepiej urządza mieszkanie, zdrowiej je, ma bardziej inspirujące życie. Nawet jeśli wiemy, że internet pokazuje jedynie wybrane fragmenty rzeczywistości, emocje często reagują inaczej niż rozsądek.

Człowiek zaczyna mierzyć własną wartość cudzym obrazem.

I właśnie wtedy bardzo łatwo zgubić sens, priorytety i siebie samego.
Bo media społecznościowe nie tylko pokazują świat. One bardzo skutecznie podpowiadają nam, jaki świat powinien być. Jak powinno wyglądać szczęście. Jak powinna wyglądać kobieta, mężczyzna, dom, związek, ciało, odpoczynek, rozwój, a nawet duchowość. Wszystko staje się projektem do pokazania. Życie coraz częściej nie jest przeżywane, lecz prezentowane.

W tym nieustannym oglądaniu innych zaczynamy odsuwać się od własnego rytmu. Coraz rzadziej pytamy siebie: czego ja naprawdę potrzebuję? Co daje mi spokój? Co jest dla mnie ważne? A coraz częściej zastanawiamy się, jak wypadamy na tle innych.

To bardzo męczące życie.

Bo człowiek nie jest w stanie codziennie konkurować z tysiącami starannie wybranych obrazów. Nikt nie budzi się codziennie piękny, spełniony, zmotywowany i szczęśliwy. Nikt nie ma idealnego życia. Tyle że w internecie rzadko widzimy samotność, kryzysy, lęk, zmęczenie, nudę czy zwyczajność. A przecież właśnie z tego najczęściej składa się prawdziwe życie.

W świecie social mediów bardzo łatwo stracić szacunek do własnej codzienności. Do zwykłego życia, które nie wygląda spektakularnie. Do rutyny. Do powtarzalnych dni. Do zmęczenia.

Patrząc bez końca na ludzi „produktywnych”, uśmiechniętych i nieustannie rozwijających się, zaczynamy wierzyć, że nasze spokojne albo trudniejsze dni są niewystarczające. Że skoro nie dzieje się nic wyjątkowego, to może nasze życie stoi w miejscu.

A przecież nie wszystko, co wartościowe, jest widowiskowe.

Czasami największym sukcesem nie jest spektakularna zmiana życia, ale zwykłe przetrwanie dnia. Wstanie z łóżka mimo zmęczenia. Pójście do pracy mimo braku siły. Zrobienie obiadu. Zaopiekowanie się dzieckiem, domem, sobą. Przeżycie dnia, w którym człowiek wewnętrznie toczy cichą walkę, niewidoczną dla innych.

I to również jest w porządku.

Nie każdy etap życia jest czasem zdobywania szczytów. Są okresy budowania, ale są też okresy przetrwania, regeneracji, szukania sensu na nowo. Media społecznościowe bardzo rzadko pokazują tę prawdę. A przecież właśnie ona jest najbardziej ludzka.

Paradoksalnie, im bardziej świat zachęca nas do bycia widocznymi, tym łatwiej stracić własną tożsamość. Człowiek zaczyna istnieć bardziej „na zewnątrz” niż wewnątrz siebie. W reakcji innych. W liczbie polubień. W zainteresowaniu. W potwierdzeniu, że jest ważny.

A przecież wartość człowieka nie rośnie wtedy, gdy ktoś kliknie serduszko pod zdjęciem.

Najbardziej niepokojące jest to, że media społecznościowe potrafią zmieniać nasze priorytety. Coraz trudniej skupić się na tym, co spokojne, ciche i niewidoczne. Trudniej wytrzymać zwykły dzień bez bodźców. Trudniej odpoczywać bez potrzeby dokumentowania odpoczynku. Nawet chwile bliskości bywają przerywane potrzebą zrobienia zdjęcia albo sprawdzenia telefonu.

A przecież życie dzieje się naprawdę gdzie indziej.

W rozmowie, podczas której nikt nie patrzy w ekran. W spacerze bez relacji na Instagramie. W ciszy. W zmęczonym, ale prawdziwym spotkaniu. W obecności. W małych momentach, których nikt nie fotografuje, bo są zbyt zwyczajne dla internetu, ale często najważniejsze dla serca.

Może dojrzewanie polega między innymi na tym, by odzyskać szacunek do własnego tempa. Do własnej drogi. Do zwyczajnego życia, które nie potrzebuje nieustannego potwierdzenia z zewnątrz, żeby miało wartość.

Bo może właśnie największe i najprawdziwsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy nikt ich nie publikuje.
Może właśnie wtedy człowiek jest najbliżej siebie.

Anna Arciuch