Komunikacja między ludźmi, której celem jest prawdziwy dialog, zaczyna się dużo wcześniej niż od słów. Zaczyna się od otwartej głowy i serca. Od uznania, że drugi człowiek może być inny. I że ta inność nie jest zagrożeniem.
Trudno budować dialog, jeśli po drodze odbieramy komuś prawo do jego natury. Do innych doświadczeń. Do innych zasobów i możliwości. Do odmiennego sposobu widzenia świata. A przede wszystkim do prawa decydowania o sobie. Bez tego komunikacja szybko zamienia się w przeciąganie liny albo w monolog przebrany za rozmowę.
Budująca komunikacja to przestrzeń w której w życzliwy sposób chce się zaciekawić drugą osobą. Jej punktem widzenia i intencjami. To nie jest potrzeba przekonania. Raczej gotowość, by posłuchać i naprawdę sprawdzić, co mówi drugi człowiek, a nie tylko kiedy skończy.
To także umiejętność robienia miejsca na ciszę. Cisza bywa niewygodna, ale jest potrzebna. Pomaga zobaczyć, jak to, co słyszę, układa się we mnie z każdą kolejną minutą. Z nowym kontekstem. Z emocją, która się pojawia.
Wspierająca, budująca relacje komunikacja nie polega na zgodzie ani na akceptowaniu wszystkiego. Bardziej na uznaniu racji drugiego człowieka. Na prostym przyjęciu faktu: ty masz inaczej niż ja. I to wystarczy, by każdy z nas mógł pozostać przy swoim.
Przydatną postawą w budowaniu takiej komunikacji jest także świadomość współzależności między ludźmi. Tego prostego, a jednocześnie pięknego faktu, że wzajemnie się potrzebujemy. Nawet jeśli jesteśmy różni. A może właśnie dlatego.
Nikt z nas nie istnieje w próżni. Spotkanie z drugim człowiekiem poszerza perspektywę, czasem konfrontuje, czasem uwiera, ale często też uczy i porządkuje to, co w nas nieułożone. Różnica nie musi dzielić. Może być zasobem, jeśli jest miejsce na ciekawość i szacunek.
Świadomość współzależności zmienia sposób rozmowy. Zamiast pytać, kto ma rację, zaczynamy pytać, co na ten moment jest możliwe. Jak możemy być w tym razem, nie rezygnując z siebie i nie unieważniając drugiej strony. To czasem nie chodzi o porozumienie rozumiane jako zgoda, lecz o sprawdzenie, jaki mały krok jest możliwy, który faktycznie możemy wykonać tu i teraz. Nawet jeśli każdy z nas zostaje przy swoim, ten krok staje się punktem wyjścia do dalszego porozumienia.
Anna Arciuch